poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Czytamy - Wojciech Cejrowski "Podróżnik WC"

Dziś zamieszczę dwa posty, na temat książek które ostatnio znalazły się w moich rekach. Pierwsza to "Podróżnik WC" wzięty do ręki z pełną świadomością chęci przeczytania a decyzja poparta poprzednimi lekturami Cejrowskiego.

Na początku książki WC prosi aby jej nie porównywać do następnych bo jest to pierwsza jego książka gdy nie miał jeszcze kunsztu pisarskiego, jednak bez porównań nie obejdzie się żaden autor niezależnie od tego czy są to pierwsze czy ostatnie książki. Fakt jest taki że autora w tej książce nie polubiłam. Pytanie jakie we mnie pozostało po lekturze to czy autor nadal ma takie przekonania, czy wyrósł z tego, dorósł, zmienił się,? Ale czy jakikolwiek człowiek się zmienia?
Książka jest pełna krytycyzmu w stosunku do tego jak jeździmy na wyprawy, my - zwykli ludzie który w wyprawach nie są zaprawieni, pełna jest też złych opinii o narodzie Niemieckim, niesmacznych przynajmniej dla mnie komentarzy w tym temacie. Wiele tu opisów rożnego rodzaju dotyczących zachowań kulturowych ludzi i w to wplecione błędy w zachowaniach naszych polityków, co akurat mnie trochę uraziło, i nie chodzi tu o konkretne nazwisko (bo też polityków szacunkiem nie darzę) które by tu padło, ale po prostu takie porównanie wydaje mi się nie na miejscu. Wystarczyłoby wskazać prawidłowe i ewentualne reakcje jakie mogą wyniknąć z pomyłki czy niedoinformowania, ale żeby od razu z nazwiska piętnować...
W tej książce najbardziej jak do te pory ze wszystkich przeze mnie czytanych miałam nieodparte wrażenie że czytam człowieka zarozumiałego, przemądrzałego, tzw pępek świata.

wtorek, 22 kwietnia 2014

Czytamy - James Clavell "Ucieczka" , Cassandra Clare "Miasto kości"

Po świętach czas na post dotyczący lektury. Mam nadzieję że wy podobnie jak i ja spędzacie święta nie tylko na zajadaniu ale i na spacerze i przy lekturze. W chwili obecnej, trochę inaczej  niż kiedyś święta kończę nie na kilku książkach a w połowie jednej. 
Tuz przed świętami zakończyłam jednak lekturę dwóch powieści. Dlaczego dwóch. Były dla mnie tak słabe że musiałam odpoczywać od bohaterów by dobrnąć do końca.
Pierwsza z książek to "Ucieczka" Jamesa Clavell'a, druga "Miasto kości" Cassandry Clare, której wątek możecie znać z filmu na jej podstawie (ja nie znałam podczas czytania)


Jeśli chodzi o "Ucieczkę" męczyłam tę książkę miesiąc.  Sam wątek może i ciekawy, gdyż mamy tu Iran w trakcie walk, do wszystkiego miesza się KGB a w środku brytyjska firma przewozowa (przewozy odbywają się helikopterami). W tej firmie mamy małżeństwa mieszane, piloci z różnych zakątków świata i kobiety irańskie. Brzmi ciekawie, zwłaszcza że jedna z par to pilot porywczy Fin Erikki i Azadeh, córka potężnego Abdollahchana. Pokazane są tu losy i miejsce kobiet w społeczeństwie, walki kobiet o własne ja i ich zniewolenie przez ojców, braci, sąsiadów. Helikoptery są porywane, ludzie torturowani, wszędzie strzały i zamieszki... Nadal brzmi ciekawie, tylko że między tym wszystkim jest nuda, tak wielka, ogromna i wszechobecna że wyłączałam się i łapałam na tym że czytam słowa bez zupełnego zrozumienia, rozmyślając jednocześnie o czymś innym. Czytam, czytam i nagle okazuje się, że jestem we fragmencie walk, akcji. Tylko jak? Jak to się stało, co to było, jak do tej akcji doszło? W związku z tym przewracałam strony wstecz i czytałam od nowa i tak non stop.
Reasumując gdyby nie ta nuda której niestety było bardzo wiele, ocena mogłaby być bardzo wysoka a tak słabiutka.



Druga z książek już na początku wywołała u mnie zapytanie "Dlaczego sięgnęłam po tę książkę? Co mnie do tego skłoniło?" Pojęcia nie mam!
A jakie wrażenia?
Pierwsze skojarzenie po kilku stronach - o nie tylko nie "zmierzch" po raz kolejny.
Dalsza lektura - Uf nie jest aż tak źle!
Sama książka mam wrażenie jest zlepkiem historii i pomysłów które już ktoś gdzieś przedstawił:
1. Dwóch chłopców jedna dziewczyna, nadnaturalne zdolności, tajemnica. Wampir? Na szczęście nie ale skojarzenie ze "zmierzchem" jest
2. Osikowe kołki, srebrne kule i broń. Walka z wampirami i demonami - "Buffy postrach wampirów"
3. Połyskujące miecze. Co prawda ze szkła ale już się obawiałam że z za rogu wyskoczą postacie z "gwiezdnych wojen"
4. Bramy przenoszące do różnych światów nie istniejących na naszej mapie . Nie w innym wymiarze jednak "gwiezdne wrota" są
5. Instytut i Valentine, który mnie nasunęła skojarzenie z Hogwartem z Harrego Pottera i Voldemortem
6. Kielich - św. Graal....

Więcej wymieniać nie będę choć podobieństw do istniejącej wcześniej literatury i filmu znalazłoby się jeszcze wiele.
Co na plus? Jak dla mnie niewiele. Czytało się znośnie, czytało się szybciej niż "Ucieczkę". Do mojego życia wiele nie wniosła ta lektura. Do restartu po ciężkim dniu pracy może być bo nie wymaga wielkiego skupienia i koncentracji.
Jeśli miałabym poszukać w gronie swoich znajomych i rodziny osoby, której bym poleciła to takowej chyba bym nie znalazła.
Młodzież niczego się tu nie nauczy. Fascynaci fantasy myślę że woleliby pierwowzory, na których opierają się pomysły autora. Miłośnicy literatury głębszej wyśmialiby książkę już po kilku pierwszych stronach.
Dzieci niech czytają "pana Kleksa" lub bajki Andersena czy polskich poetów...

wtorek, 15 kwietnia 2014

Smak świąt - pisanki, sernik i mazurek



Zbliżają się Wielkanoc. Kolejne święto w którym nasze dzieci mogą mieć wiele radości i zabawy. Jeśli nie macie przywiązania do piękna i wielkiej estetyki waszych pisanek to nic lepszego jak dać się wyżyć na pisance waszym dzieciaczkom. Z moich dwóch dzieciaczków wiadomym jest że młodszy prędzej taką pisankę obliże niż wymaluje ale starszy kilka bohomazów już postawi. Talent plastyczny jeszcze mu się nie objawił po tatusiu czy po dziadku, ale tu jeszcze lata przed nim. 
Jajeczka przygotujemy najpierw samodzielnie w różnym kolorze, aby było zdrowo i niechemicznie:

Barwienie jajka na niebiesko - czerwona kapusta
  1. Gotujemy jajka na twardo 
  2. 1/2 główki czerwonej kapusty gotujemy w 1 l wody przez 30 minut. Przelewamy przez sitko do miski,
  3.  Do gorącej wody z kapusty dodajemy 2 łyżki soli i 2 łyżki białego octu spirytusowego. 
  4. Zanurzamy jajka i zostawiamy aż do uzyskania pożądanego odcienia niebieskiego (intensywny kolor wymaga leżakowania jajek w barwniku przez całą noc).
Barwienie jajka na żółto - kurkuma
  1. Gotujemy jajka na twardo.
  2. Do miski wlewamy 1,5 litra wrzątku, dosypujemy 4 łyżki kurkumy, 3 łyżki soli i dolewamy 3 łyżki białego octu spirytusowego.
  3. Zanurzamy jajka i zostawiamy aż do uzyskania pożądanego odcienia żółtego (intensywny kolor wymaga leżakowania jajek w barwniku przez ok. 2 godziny).
 Barwienie jajka na brązowo - liście cebuli
  1. Liście zewnętrzne cebuli dość gęsto ułożone w 1-litrowym naczyniu przekładamy do większego garnka i zalewamy 1 litrem wody.
  2. Doprowadzamy do wrzenia, gotujemy przez 15 minut. Odcedzamy liście, do zabarwionej wody dodajemy 3 łyżki soli i 3 łyżki białego octu spirytusowego.
  3. Wkładamy surowe, wyczyszczone wacikiem nasączonym w occie jajka i gotujemy przez 15-25 minut, aż do uzyskania pożądanego odcienia brązu.
 Barwienie jajka na różowo - buraki
  1. Gotujemy jajka na twardo.
  2. Do garnka wlewamy 1 l wody i dodajemy 1 szklankę utartych na tarce o drobnych oczkach buraków.
  3. Doprowadzamy do wrzenia, dodajemy 3 łyżki soli i 3 łyżki białego octu spirytusowego.
  4. Zanurzamy jajka i zostawiamy aż do uzyskania pożądanego odcienia różowego
 Po takim przygotowaniu jajeczek możemy dziecku wręczyć flamastry do rysowania po jajeczku, bibułki, lub kolorowy papier lub papierowe kolorowe serwetki, sznurek a nawet kawałki materiału czy liście żywych roślinek, klej lub surowe białko, nożyczki i pędzelek. Oczywiście w ten sposób może nasze dziecko ozdabiać też jajka niebarwione. Co do sposobu, jak i czym i w jaki sposób ozdabiać nie będę opisywać to będzie inwencja wasza i waszych maluchów.

Dalsza cześć mojego posta to przepisy które między innymi mam zamiar wykorzystać w te święta. Sernik mojej mamy, oraz mazurek. Przepis na mazurek jest zlepkiem kilku przepisów i będę w takiej formie wykonywać go po raz pierwszy, także uprzedzam że przepis nie jest jeszcze wypróbowany. Niemniej pod koniec tygodnia gdy za niego się wezmę postaram się umieścić zdjęcia i potwierdzić jego poprawność.

Sernik
2 kg sera
zapach pomarańczowy
12 jaj
skórka pomarańczowa
rodzynki (namoczone wcześniej w gorącej wodzie i odcedzone po minimum 15 min)
cukier wanilinowy
0,5 kg cukru
20 dkg masła
4 łyżki kaszy manny
2 łyżki mąki ziemniaczanej
2 budynie śmietankowe
szczypta soli
duża paczka herbatników do wyłożenia formy do pieczenia

Zamiast mąki ziemniaczanej może być dodatkowy budyń

Cukier i żółtka ucieramy. Białka ubijamy. Do żółtek dodajemy zapach, sól, masło. Kaszę i budyń oraz mąkę dodajemy do sera. Ucieramy a następnie dodajemy do żółtek. Wrzucamy skórkę pomarańczową i rodzynki. Na koniec dodajemy białko. Pieczemy w temperaturze 180 st.

Mazurek pomarańczowy
ciasto:
1kg mąki
4 żółtka
1szkl. śmietany
1 proszek do pieczenia
400 g margaryny
polewa:
2 pomarańcze
6 łyżek cukru
pół słoiczka dżemu morelowego
3-4 goździki utłuczone w moździerzu
tabliczka czekolady mlecznej
migdały do ozdoby

Zagniatamy ciasto, rozwałkowujemy na ok. 1cm i wycinamy kształt mazurka. Brzegi smarujemy białkiem i przyklejamy brzegi. Możemy też wywinąć ranty. Kłujemy ciasto widelcem w kilku miejscach, robiąc ujście dla powietrza z ciasta. Ciasto wyrośnie wówczas równo,  nie porobią się górki.
Pieczemy w temperaturze 220 st. na słomkowy kolor.
Umyte pomarańcze gotujemy, aż skórka zrobi się miękka (ok. 30 minut). Kroimy je następnie w drobną kostkę. Na patelnię przesypujemy cukier, a gdy się zacznie topić, wrzucamy na niego pokrojone pomarańcze wraz z sokiem, który się z nich uwolnił w trakcie krojenia. Smażymy przez 15-20 minut, a następnie dodajemy dżem morelowy, goździki i smażymy jeszcze, aż masa zgęstnieje.
Gorącą masę pomarańczową wykładamy na upieczone ciasto, równomiernie rozsmarowujemy i polewamy topioną w kąpieli wodnej czekoladą mleczną. Ozdabiamy migdałami.



piątek, 21 marca 2014

Czytamy - Wojciech Cejrowski "Rio Anaconda"


Jest to druga w kolejności przeze mnie przeczytanych książek Wojciecha Cejrowskiego. Pierwszą był "Gringo wśród dzikich plemion" i właśnie porównując do tej książki wystawiam jej niższą ocenę (7/10).
Książka opisana z rozmachem. Jest to historia jednaj wyprawy od początku do końca. Poszukiwanie plemienia, docieranie do niego, zdobywanie zaufania, zbieranie informacji i powrót. Poznajemy trochę sposobów Cejrowskiego na przygodę i podróż. Czytam znów sarkastyczny dowcip autora i jemy różne paskudztwa.
Czego mi brakowało. Zarówno w tej jak i poprzedniej książce jest wiele ciekawych, barwnych zdjęć, a mnie brakuje podpisów. Nie będę pisała dlaczego ale wiem że nie są to zdjęcia z tej wyprawy, ale jeśli nie z tej to z jakiej, czy podpisów brak właśnie dlatego żeby nie odnaleźć i tego plemienia i tej wioski?
Dlaczego niższa ocena? Pomijając porównanie do "Gringo...", niższa również dlatego że w dużej mierze opisuje czarowników, magię. Duża część opisanych tam rzeczy jest dla mnie niewiarygodna i ciągle się zastanawiałam czy nas tu autor w tzw konia nie robi.
Jedno wiem na pewno, jeszcze jedna pozycja Cejrowskiego jest w mojej prywatnej biblioteczce, ale lista zakupowa powiększyła się o kolejną pozycję, także nie była to ostatnia przeze mnie przeczytana jego książka, zaraz się biorę za kolejne...

poniedziałek, 17 marca 2014

Szybkie smakołyki - Ciasteczka musli

Nasze ulubione smakołyki to właśnie te ciasteczka. Dlaczego? Powodów jest kilka. Pierwszy - brudzi się jedną miskę i widełki miksera. Drugi - Kuba je zjada, a on w słodyczach jest wybredny, nie może być ani za mało ani zbyt słodkie, musi też być jednolite (np taki dziad z orzechami smakuje mu do momentu nagryzienia pierwszego orzecha). Trzeci - robi się bardzo szybko i można zaangażować dziecko do pracy wspólnej.

Czas na składniki:
200 g miękkiego masła/margaryny
3/4 szklanki cukru
troszkę cukru wanilinowego
1 jajko
1 szklanka mąki
1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
szczypta soli
2 ,5 szklanki musli

Masło i cukier ucieramy chwilę, dodajemy jajko znów ucieramy. Dokładamy cukier wanilinowy, mąkę, proszek do pieczenia i sól. Miksujemy do połączenia składników. Na koniec wrzucamy musli i mieszamy do jego równego rozprowadzenia.
Z powstałej mieszaniny rękami toczymy kuleczki i układamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia w sporych odstępach gdyż podczas pieczenia zwiększą swą wielkość ( tu włącza się mój syn który układa na blasze może nie w równych odstępach ale jednak pomaga, ja tylko poprawiam). Ułożone kulki "popłaszczamy" jak to mówi mój synek podczas nagniatania kulek ręką. Po polsku rozpłaszczamy i wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni na 15-20 minut. Ciasteczek wychodzi około 50 sztuk ale wszystko zależy od preferowanej i wykonanej ich wielkości.
Smacznego!!!!




czwartek, 13 marca 2014

Dziecko, a może nauczyciel pogubiłam się ;)

Ktoś wam kiedyś mówił że człowiek uczy się całe życie. To prawda ale również jest nauczany całe życie. Gdy ma już dzieci nagle przypomina sobie strofujących nauczycieli. W rolę nauczyciela wdraża się tym razem własna pociecha. I tak co raz słyszę "mama podgłoś się" podczas gdy mówię ściszonym głosem by nie obudzić właśnie drzemiącego młodszego. To jeszcze jednak nic bo również wielokrotnie jestem przez dziecko strofowana i słyszę "nunu tak nie wolno", zaznaczyć trzeba że "nunu " zostało wyniesione z placu zabaw od innych dzieci, babć, opiekunek, rodziców, także na kształt waszego małego nauczyciela mają wpływ również obcy. Uważajcie zatem kto was otacza.
Czasem jednak pośród tekstów zasłyszanych na podwórku słyszymy też siebie. Jak to mówią każde słowo może być wykorzystane przeciw tobie. Dla przykładu, dziecko często potrzebuje czegoś od rodzica i to w większości gdy ten zmywa, ubija kotlety itp momenty gdy ręce są brudne i naprawdę nie można pomóc dziecku natychmiast. I tak rodzą się następujące wymiany zdań:
Ja. Kubusiu chcesz chlebek?
K. Ręce mam zajęte składam samochód, nie mogę teraz jeść


Zdarza się też moment kiedy nasze dziecko rozszerza swą działalność nauczyciela.
U mnie był to moment pójścia do lekarza. Chyba nawet pediatra był zszokowany. Całą wizytę nasz bardzo elokwentny pediatra miał problem z wtrąceniem zdania *. Wizyta odbyła się tak:
Dr Z: Dzień dobry. ( i to było na długi czas jedyne co mógł powiedzieć)
K: Doktor, zobacz! - pokazując na ceratę z obrazkami zwierzątek na leżance
Doktor nie zareagował bo akurat przeglądał kartę, więc Kuba wziął ceratę i przyniósł do biurka, rozpostarł przed lekarzem i powtórzył
K: Doktor zobacz!!!
Dr Z: Widzę
K: Doktor zobacz tygrys tygrys! Doktor zobacz ptaszek, Doktor zobacz słoń,  Mama co to?
Ja: Labirynt
K: na dojście?
Ja: Tak
K: doktor zobacz drukarka, bzyta !!!
Dr Z: Jakubie zdejmuj koszulkę (obadał osłuchał)
K: Doktor zobacz ubieram się!!! Doktor widzisz, Doktor koszulkę zakładam!!!
Dr Z: Jakubie kątem oka widzę, naprawdę
K: Doktor zobacz, (patrząc na rysunki portretowe doktora wykonane przez dzieci) masz okulary, doktor masz uszy, doktor masz oczy i buzie i brodę!!!
Lekarz wypełnia recepty

K: Doktor  co rysujesz, ooo długopis, nie działa ( fakt akurat przestał pisać)
K: Doktor masz torbę, doktor o drugi długopis
Dr Z.: Jakubie widzę że jesteś lepszy niż radio
Ja: Dziękujemy do widzenia, Kubusiu idziesz czy zostajesz? Panie doktorze może zostawić syna będzie wywiad za pana robił?
Dr. Z: Ohoho, nie wątpię, będzie dokładny

Teraz rośnie mi drugi gawędziarz a póki co pełza po domu, szczerząc swoje dwa zęby i pilnie obserwując co wyprawia starszy brat, na pewno jak się odezwie to do wyzbieranych tekstów starszego mądrali doda swoje własne niepowtarzalne, na razie wtrąca swoje trzy grosze artykułując "ijaaa, uuuu, aaaaaa"

* niektóre ze zdań lekarza zostały pominięte ze względu na małą ważność w ferworze całego zestawu nieprzerwanych i nie oczekujących na odpowiedź pytań Kuby. Były to pytania zadawane mamie celem postawienia diagnozy 

niedziela, 2 marca 2014

Szybkie smakołyki - obłędna słodycz

Macie zły dzień, marzycie tylko o ogromnej ilości słodyczy, kalorii, deserze, który was zabierze w obłoki a wasze biodra długo o  tym nie zapomną, jednocześnie wcale nie macie siły i chęci na stanie w kuchni - mam dla was odpowiedni torcik. Przepis dzięki Justynie. Jutka dziękuję moje życie i waga zmieniły się bezpowrotnie dzięki twojemu przepisowi ;)


Składniki:
350 g herbatników
40 g masła
puszka masy krówkowej
2 duże banany
500 g serka mascarpone
200 ml śmietany 30-36%
sok z cytryny
kakao/czekolada

Herbatniki miażdżymy w malakserze (im wilgotniejsze tym lepsze), dodajemy stopione masło aż do powstania jednolitej masy ( ja dodaje ździebko ciepłej wody żeby nawilżyć masę i aby się łatwiej rozprowadzała w formę). Powstałą masę wykładamy na tortownicę uprzednio wyłożoną papierem do pieczenia (bez papieru możecie mieć problem z wyjęciem gotowego ciasta).
Puszkę z masą krówkową wkładamy na chwilę do wrzątku. Masę krówkową rozprowadzamy na masie herbatnikowej. Na wierzch układamy pocięte w plastry banany i skrapiamy sokiem z cytryny.
Serek mascarpone miksujemy na niskich obrotach ze śmietaną tylko do momentu wymieszania i wykładamy na banany. Wierzch obsypujemy kakaem lub startą czekoladą i wkładamy do lodówki na tyle czasu na ile wasze ślinianki pozwolą. 
Smacznego!!!